środa, 21 listopada 2012

Specjalne zamówienie...

Zapytacie: dlaczego specjalne zamówienie? No właśnie z kilku względów. Już wyjaśniam...

Moje córeczki dostały zaproszenie na urodziny do swojego kuzyna
 i powstał problem - odwieczny zresztą. Co kupimy w prezencie.
Za bardzo nie byłyśmy przekonane do propozycji prezentów, ponieważ Natanek niedawno zmienił swoje fascynacje strażą pożarną na fascynacje policją. I to nie jest jednak najgorsze. Moje dziewczyny po przespaniu się z pomysłem stwierdziły, że Natanek musi dostać nowego przyjaciela i to w dodatku "POLICJANTA". 
To, że będzie to króliczek to wiedziałam, ale policjant? 
Nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Dzień zajęło mi  myślenie jak go uszyć. 
Ale rozwiązanie przyszło już w trakcie samego szycia.

A to właśnie urodzinowe zamówienie.





Jeszcze nigdy tak się nie bałam reakcji na otrzymany prezent. Ale niepotrzebnie.
Natanek był zachwycony nowym kolegą. Jak się dowiedziałam następnego dnia: króliczek z nim leżał w łóżku, a w zasadzie go pilnował i dopiero rano poszedł spać.
Ale to jest miłe. Miód na serce.

P.S. Krawat został wywiązany zgodnie ze sztuką wiązania.

wtorek, 20 listopada 2012

Ale elegancka parka...



Po uszyciu tych dwóch króliczków (jeszcze w październiku), sama jestem zaskoczona, ile nowych pomysłów już w trakcie szycia przychodzi do głowy. A przyznam się szczerze, że już w trakcie szycia ubranek, stwierdzam, że jednak nie będzie to pasowało
 i zmieniam, a nie wyrzucam.  To też z oszczędności.

 Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę jeśli coś co zamierzałam uszyć mi wyjdzie.
Moja radość wtedy nie zna granic.



























Coraz częściej łapię się też na tym, że żal mi oddać rzeczy uszyte dla kogoś. 
Nie mówiąc już o moich córeczkach, które najchętniej chciałyby wszystkie uszyte rzeczy zostawić.
Ale każdy pokój ma jakąś wytrzymałość. Nie może pękać w szwach.

Ale się dzisiaj wyrobiłam. Post napisany troszkę wcześniej, bo szefa nie ma w pracy i mam chwileczkę wolnego przy kawusi.
Teraz już kończę. Pozdrawiam was wszystkich.

niedziela, 18 listopada 2012

Niezła obstawa...

Ta opowieść będzie jak bajka, ale to wydarzyło się naprawdę.

Moja Anusia zabrała jednego razu do przedszkola swojego ukochanego króliczka. 
Nie bardzo chciałam się na to zgodzić, ale po długich namowach uległam. A właściwie poległam na stwierdzeniu: "mamuś inne dziewczyny też coś przynoszą do przedszkola, więc dlaczego ja nie mogę".
Żadne argumenty nie pomagały, aby go nie wzięła. I wiecie co Ania zrobiła mi taką reklamę, że jeszcze tego samego dnia miałam zamówienie na trzy króliczki od razu i jeden przed Świętami. To się nazywa marketing bezpośredni - chyba. Zwał jak zwał, ale efekt się liczy.
Zabrałam się więc szybko do szycia, a ponieważ to już był październik, to wymyśliłam sobie, że króliczki będą miały kamizelki i szaliczki. Nie miałam niestety gotowego szablonu, więc trochę czasu zabrało mi aby powstały nowe ubranka. A to jest efekt mojej pracy.
























Królisia w obstawie dwóch królisiów. Chyba musi się czuć bezpieczna.

Wczoraj skończyłam późno wstawianie posta i dzisiaj też mi zeszło, a miałam robić kartki imieninowe. Będę musiała wcześnie wstać i zrobić je jeszcze przed pracą.
No to zmykam. Dobrej nocy. Paaaaa.......


sobota, 17 listopada 2012

Cudne królisie....

Tak mi się spodobało to szycie, że nie mogłam się oprzeć
i jakiś czas temu uszyłam dwie królisie.
Trochę im przerobiłam ubranka. Tak kombinowałam, że wyszły sukienki,
które można ściągnąć i wyprać, gdyż są na gumeczce.
Jak na osobę, która nie ma pojęcia o szyciu to myślę, 
że wyszły całkiem nieźle. 
O kurcze znowu się sama chwalę ale poniekąd jestem z siebie dumna.

Moje Królisie stoją sobie równo, ale dlatego że są oparte.



A teraz siedzą i to robią częściej.




Siedziały u mnie tylko dwa dni, bo potem pojechały do Piekar Śląskich do małej dziewczynki i jej kuzynki.
I wiecie co:  mam nadzieję, że od tamtego czasu najczęściej spędzają czas w ich objęciach.

Dzisiaj kończę troszkę wcześniej więc zmykam. Pozdrawiam wszystkich.

piątek, 16 listopada 2012

Uszatek Anusi

To jest druga rzecz, którą uszyłam dla moich dzieci a w szczególności dla Anusi.
Ola chciała tildę Aniołka a Ania Uszatka.
No czego się nie robi dla własnych dzieci. Siada się i szyje, szyje, szyje...


Jak już Ania zapowiedziała, to nie będzie jedyne zwierzątko, które muszę jej uszyć.
Ma być jeszcze wiewiórka i myszka bo takie jest zamówienie. 

Ja wcale nie mówię nie, ale nie mam brązowego płótna na ciałko.
Jak go gdzieś dostanę to napewno Uszatek będzie miał swoją rodzinę, a fotki napewno Wam pokażę.

Oj coraz bardziej mi się to podoba. Ale to wciąga.

czwartek, 15 listopada 2012

Królicze rodzeństwo ...

A to jest właśnie wybór moich córeczek.
Oleńka wybrała większego króliczka, a Anusia tego mniejszego.
Stwierdziły, że są słodziutkie i że muszą je mieć.
No i się zaczęło...

Nie ukrywam, że było łatwo, bo nie było.
Z Różyczką - większym króliczkiem - poszło mi łatwiej,
ale Stokrotka to już inna para kaloszy.
Powiem tylko - zajęła mi wiele czasu, a i tak nie wyszła tak jakbym chciała.
Najważniejsze jest jednak to, że moje córeczki mówią co innego i nawet z nimi śpią,
a ja się z tego cieszę i to baaaaaardzo.



A to moje cudowne i jakże różne dwa słoneczka prezentujące swoje wybory.

Nigdy nie myślałam, że dzieci tak bardzo lubią się bawić szmacianymi lalkami.
A co najważniejsze nie myślałam że w taki cudowny sposób umieją zaprezentować
swoje królicze szmaciane rodzeństwo.
To właściwie młodsza Ania jest tą bardziej wyszczekaną dzięki której kilka króliczków
już znalazło swoje nowe domy, a dzięki Oleńce dzieci mają urodzinowe prezenty. 
Jednym słowem dbają o to abym miała co robić.



Teraz już wiem, że królicza rodzinka napewno się rozrośnie.


poniedziałek, 12 listopada 2012

Kartki, Kartki, Kartki.....

W roku ubiegłym na długo przed Świętami swój wolny czas wypełniłm robieniem
kartek Świątecznych.
Najpierw robiłam je tylko dla siebie, aby skończyć z nową modą wysyłania życzeń
pod postacią sms-ów i na ostatnią chwilę. Ale jak znajomi zobaczyli moje kartki, 
to nie skończyło się na 15 tylko na 150 sztukach. 
Nigdy nie zapomnę tego wspaniałego uczucia, kiedy to spod moich dłoni wyłaniały się
coraz to nowe kartki. 
Każdy kolejny wzór był inny i wbrew pozorom czym ich było więcej tym czas
potrzebny do ich wymyślenia i zrobienia był coraz to krótszy
-"dochodziłam chyba do wprawy".
Kartki robiłam po raz pierwszy i nie myślałam, że można wymyślić tyle różnych wzorów.
Ale najlepsza jest frajda i zabawa, którą daje ich wymyślanie.
A tutaj mała namiastka tego co robiłam:






















Chciłabym Wam powiedzieć że nie tylko ja byłam zadowolona
- ale z tego co wiem - to osoby,
które te kartki dostawały były zachwycone.
W tym roku też będę robić kartki ale mam troszeczkę inne pomysły.
Może i tym razem będą się podobały.

Ciągle mnie zachwyca fakt na jak wiele sposobów można się realizować.
To jest po prostupiękne.

Jak tylko coś zrobię, to podzielę się z wami tą radością.