Ta opowieść będzie jak bajka, ale to wydarzyło się naprawdę.
Moja Anusia zabrała jednego razu do przedszkola swojego ukochanego króliczka.
Nie bardzo chciałam się na to zgodzić, ale po długich namowach uległam. A właściwie poległam na stwierdzeniu: "mamuś inne dziewczyny też coś przynoszą do przedszkola, więc dlaczego ja nie mogę".
Żadne argumenty nie pomagały, aby go nie wzięła. I wiecie co Ania zrobiła mi taką reklamę, że jeszcze tego samego dnia miałam zamówienie na trzy króliczki od razu i jeden przed Świętami. To się nazywa marketing bezpośredni - chyba. Zwał jak zwał, ale efekt się liczy.
Zabrałam się więc szybko do szycia, a ponieważ to już był październik, to wymyśliłam sobie, że króliczki będą miały kamizelki i szaliczki. Nie miałam niestety gotowego szablonu, więc trochę czasu zabrało mi aby powstały nowe ubranka. A to jest efekt mojej pracy.


Królisia w obstawie dwóch królisiów. Chyba musi się czuć bezpieczna.
Wczoraj skończyłam późno wstawianie posta i dzisiaj też mi zeszło, a miałam robić kartki imieninowe. Będę musiała wcześnie wstać i zrobić je jeszcze przed pracą.
No to zmykam. Dobrej nocy. Paaaaa.......

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz