Nigdy wcześniej praktycznie nie szyłam, a tym bardziej nie szyłam zabawek.
No przepraszam, może raz uszyłam zasłonki będąc w dziewiątym miesiącu ciąży i był to nie lada wyczyn,
bo przytyłam ponad 30 kg i brakowało mi rąk, aby dostać do maszyny.
bo przytyłam ponad 30 kg i brakowało mi rąk, aby dostać do maszyny.
Ale udało się i zasłonki są i służą do dziś dnia.
Ale nie o tym chciałam pisać, aczkolwiek to był dobry początek...
Na początku roku wpadła mi w ręce książka
Tone Finnanger "RADOSNE DEKORACJE" i nie mogłam od niej oderwać wzroku.
Po prostu w tym co było w środku zakochałam się na zabój.
Najpierw kombinowałam gdzie mogę takie cudeńka kupić moim córciom.
Ale jak już je znalazłam i zobaczyłam cenę to stwierdziłam,
"uszyj ty dziewczyno te cudeńka sama".
"uszyj ty dziewczyno te cudeńka sama".
Zrobiłam szablon, który leżał chyba dwa dni, bo nie miałam odwagi zacząć szyć,
a potem już było łatwiej i stary Łucznik mojej teściowej zaczął stukać miarowo,
raz wolniej raz szybciej.
a potem już było łatwiej i stary Łucznik mojej teściowej zaczął stukać miarowo,
raz wolniej raz szybciej.
A oto efekt mojej pracy...

Piękna...Zapraszam też do mnie klubtilda.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam