poniedziałek, 5 listopada 2012

Moja pierwsza TILDA

Nigdy wcześniej praktycznie nie szyłam, a tym bardziej nie szyłam zabawek.
No przepraszam, może raz uszyłam zasłonki będąc w dziewiątym miesiącu ciąży i był to nie lada wyczyn,
bo przytyłam ponad 30 kg i brakowało mi rąk, aby dostać do maszyny. 
Ale udało się i zasłonki są i służą do dziś dnia.
Ale nie o tym chciałam pisać, aczkolwiek to był dobry początek...

Na początku roku wpadła mi w ręce książka 
Tone Finnanger "RADOSNE DEKORACJE" i nie mogłam od niej oderwać wzroku.
Po prostu w tym co było w środku zakochałam się na zabój.
Najpierw kombinowałam gdzie mogę takie cudeńka kupić moim córciom.
Ale jak już je znalazłam i zobaczyłam cenę to stwierdziłam,
"uszyj ty dziewczyno te cudeńka sama".

Zrobiłam szablon, który leżał chyba dwa dni, bo nie miałam odwagi zacząć szyć,
a potem już było łatwiej i stary Łucznik mojej teściowej zaczął stukać miarowo,
raz wolniej raz szybciej. 

A oto efekt mojej pracy...



Jak widzicie aniołek jest bez skrzydełek, ponieważ moja Oleńka bała się aby aniołek nie odfrunął.
Więc jest bez...

1 komentarz: