Po uszyciu tych dwóch króliczków (jeszcze w październiku), sama
jestem zaskoczona, ile nowych pomysłów już w trakcie szycia przychodzi
do głowy. A przyznam się szczerze, że już w trakcie szycia ubranek,
stwierdzam, że jednak nie będzie to pasowało
i zmieniam, a nie wyrzucam. To też z oszczędności.
Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę jeśli coś co zamierzałam uszyć mi wyjdzie.
Moja radość wtedy nie zna granic.

Coraz częściej łapię się też na tym, że żal mi oddać rzeczy uszyte dla kogoś.
Nie mówiąc już o moich córeczkach, które najchętniej chciałyby wszystkie uszyte rzeczy zostawić.
Ale każdy pokój ma jakąś wytrzymałość. Nie może pękać w szwach.
Ale się dzisiaj wyrobiłam. Post napisany troszkę wcześniej, bo szefa nie ma w pracy i mam chwileczkę wolnego przy kawusi.
Teraz już kończę. Pozdrawiam was wszystkich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz